Skip to main content
Polska Sp. z o.o. | Master Franchisee

Tym mitem kierują się często ci menedżerowie, którzy doskonale zdają sobie sprawę z niskich kompetencji niektórych swoich podwładnych oraz widzą ich przeciętne wyniki. Mimo to, kierowani osobistymi sympatiami lub też po prostu lękiem przed zwolnieniem kogoś z pracy, jakoś starają się sami siebie przekonać, że przecież nie jest aż tak źle. No bo w końcu się stara, chce, próbuje, a że mu kolejny kwartał nie wychodzi - to co poradzić?… W rezultacie odraczają decyzję o przywróceniu delikwentowi wolności, racjonalizując ją sobie na wszystkie możliwe sposoby: że przecież teraz jest rynek pracownika, że trudno jest kogoś wartościowego zrekrutować, że koszty onboardingu i wdrożenia są bardzo wysokie, że znalezienie zastępcy pochłonie mnóstwo czasu, i że przecież obecne pokolenie i tak długo nie zagrzeje miejsca, więc lepiej mieć na pokładzie sprawdzonych ludzi, niż co i rusz szukać nowych.

I wiele w tym racji. Rekrutacja to bardzo kosztowny i czasochłonny obszar, więc zawsze bardziej opłaca się inwestować w obecnych pracowników, dając im kolejne szanse, niż zbyt szybko ich zwolnić i wdrażać kolejnych. Ale do pewnego momentu. Często spotykam w firmach handlowców, którzy są już tylko przez zasiedzenie: nie dowożą wyników, których można by po ich stażu i doświadczeniu oczekiwać, zwykle nie realizują nawet wyznaczonych celów, ale że każdego miesiąca coś tam przynoszą, nikt im złego słowa nie powie. Wiadomo – lepszy rydz niż nic…

Tymczasem tak właśnie zaczyna się powolny proces psucia organizacji: każdy przypadek zaczyna być traktowany indywidualnie, a zasady są tworzone pod dany „case” i danego człowieka. W rezultacie powstają podziały „na lepszych i lepsiejszych”, standardy ulegają relatywizacji, a precedensy stają się bronią w rękach podwładnych: no bo skoro Kowalski nie musi realizować ustaleń, robić wymaganej liczby spotkań i dowozić wyniku, co więcej – nawet włos mu z głowy z tego powodu nie spadnie, to dlaczego ja miałbym się spinać?...

„Lepszy rydz niż nic” to więc najczęściej przejaw indolencji menedżera, a nie wynik jakiejś przemyślanej strategii. Bo ci, którzy mają strategię i dokładnie wiedzą, w co celują, wyznają zwykle inną zasadę: lepsze nic niż rydz...

Etykiety:: 

Dodaj komentarz

Udostępnij ten artykuł::